środa, 5 marca 2014

Moja włosowa historia :)

Witajcie :)
Dzisiejszym tematem będzie jak zmieniały się moje włosy i co miało na nie decydujący wpływ :) .

Jako dziecko miałam rzadkie, cienkie ,blond włosy. Dostałam kiepską kombinację genów. Zawsze chciałam kruczoczarne i meeeega gęste włosy (czarne po tacie, gęste po mamie) a dostałam zupełnie na odwrót : cieniuśkie blond. Jednak po jakimś czasie przywykłam, a nawet je polubiłam ;)
Jako małe dziecko miałam zazwyczaj krótkie włosy. Nie lubiłam kucyków, warkoczy i szeroko pojętych upięć. Broniłam się przed każdą gumką i spinką. Rodzice nie wytrzymali i obcięli mnie na jeża ! Na szczęście mnie w wieku 4 lat to bardzo pasowało i byłam zadowolona, że nikt nie nęka mnie czesaniem ;) (muszę znaleźć fotki z tego okresu !)


Tu w wieku około 8 czy 9 lat. Miałam wtedy nieco grubsze włosy niż w późniejszych etapach. Jak widać nie dbałam o fryzurę ;)
To są chyba moje najdłuższe włosy jakie miałam. Nie było sensu tyle ich trzymać, bo wyglądały tylko gorzej. Już wtedy miałam manię nakładania odżywek i innych dziwnych rzeczy. Były to drogeryjne dziadostwa, ale wydawało mi się ,że wtedy bardzo mi służyły.
Okres gimnazjum. Moje włosy właściwie nie przeżyły ze mną jakiegoś ogromnego piekła. Nigdy nie farbowałam włosów, raz nałożyłam czerwoną szamponetkę ,która zmyła się po tygodniu. Miałam tylko około roczny okres w życiu gdzie namiętnie prostowałam, jednak po efektach ubocznych przestałam. Zwykle nie kręciłam włosów, starałam się nie suszyć, w życiu nie robiłam trwałej. W zasadzie starałam się nim nie przeszkadzać. Niestety zaczęła się moda na grzywki, cieniowanie. Oczywiście byłam zbyt podatna i od tego czasu zaczęły się moje spore problemy z końcówkami i "lichością" włosów.
Boże co za pióra, koszmar !

Ratowałam się skrzypovitą, waxem, drogeryjnymi odżywkami, serum na końcówki z Avonu. Nic nie dawało oczekiwanych efektów.
Po jakimś czasie, chyba zwyczajnie przestałam  dojrzewać, włosy trochę się poprawiły i przy okazji wychodziłam z cieniowania- dzięki temu mniej się niszczyły dolne warstwy.
Po pewnym czasie włosy zrównały mi się do jednej długości. Wyglądały nieco lepiej.

Chociaż teraz jak na nie patrze- były dosyć okropne ;) Później przyszła matura, zmiana szkoły, wybór studiów, kuuupa stresu. Co oczywiście pokazały włosy. Nie miałam czasu i siły na pielęgnację, rosły bez podcinania (no bo kto by chciał oblać maturę na własne życzenie ? ;) ) i wyglądały tak :


TOTALNY KOSZMAR. To chyba ich najgorsze czasy..Były zniszczone na całej długości , mimo że starałam się im nie szkodzi tylko pomagać. Były rzadkie i bez życia. Błyszczenie ? a co to takiego ?
Postanowiłam ,że muszę im zafundować radykalne cięcie. Inaczej ciężko będzie je odratować. Zostałam obcięta baaardzo krótko, dość paskudnie ;p nienawidzę wygolonych boków, fryzjerka mówiła ,że nie będzie to wyglądało jak klasyczny i prymitywny wygolony bok, zrobi to nieco inaczej.WYGLĄDAŁO :< Ale dzięki temu je uratowałam !


Polubiłam swoje krótkie włosy, były bardzo wygodne, łatwe w pielęgnacji. Dobrze się w nich czułam i (podobno xd) wyglądałam. Uznałam ,że teraz kiedy obcięłam zniszczoną warstwę włosów, nie ma na co czekać i trzeba działać już od samego początku. Forum wizaż było dla mnie kopalnią wiedzy, blog BlondHairCare, Anwen i przede wszystkim Eve ! To jej włosy zainspirowały mnie to roboty :) Zaczynałam od właściwie zdrowych(bo obciętych do granic możliwości ;p ) włosów ,więc nie było to aż takie trudne. Moim zadaniem jest teraz utrzymać je w takim zdrowiu jakim są aż do zapuszczenia. Wiem ,że nie dam rady mieć mega długich włosów, moim celem jest do łopatek :) a co później to zobaczymy, może akurat się uda, zwłaszcza ,że teraz straaaasznie zagęściły mi się włosy :) obecnie wyglądają tak i właściwie wciąż utrzymuje je krótkie, wyglądają wtedy na  trochę bardziej zadbane. :










Po około pół roku :








Są zdecydowanie grubsze, bardziej błyszczące i jest ich jakby więcej. W następnych postach napiszę jak dokonałam tej przemiany. Chociaż teraz dodam ,że nie warto żałować długości włosów. Lepsze są krótsze i zadbane niż superdługie pióra. Cięcie zniszczonej warstwy jest najważniejsze. "szkoda mi włosów" to chyba największe głupstwo jeśli chodzi o pielęgnację. Szkoda to będzie, gdy będą tak okropnie wyglądać jak moje na początku. :)

 Pozdrawiam serdecznie

6 komentarzy:

  1. Widać, że są dużo gęstsze, powodzenia w pielęgnacji!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładne są! Widać, że sporo ich przybyło, choć są mocno wycieniowane. Pozdrawiam
    Natka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie tego cieniowania muszę się w końcu pozbyć :)

      Usuń
  3. Cieniowanie nie zawsze jest niekorzystne. W walce o długość u mnie sprawdziła się fryzura bob, z tyłem znacznie krótszym. Pasma z przodu twarzy mam nadal nieco dłuższe a zawsze siepały się w pierwszej kolejności i samoistnie cieniowały przy policzkach. Pewna asymetria cięcia może pomóc w zapuszczeniu słabszych partii.
    A mam włosy cienkie i bardzo słabe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie niestety wykańczają pocieniowane partie, ciężko jest mi utrzymać mięsistość końcówek, ale każdy lubi co innego :)

      Usuń
  4. Podjęłam ostatnio podobna decyzję i aktualnie włosy mam do uszu. Coś czuje, ze szybko się nie rozstane z twoim blogiem ;) Mi.

    OdpowiedzUsuń

komentarz to opinia własna : negatywna lub pozytywna; pasuje mi każda, która nie jest prymitywna i niekulturalna :)