wtorek, 29 kwietnia 2014

Na ratunek włosom: BANAN + ???? = DIY

Czeeeeeść :)
Tak jak wspominałam w ostatnim poście, parę dni temu postanowiłam zaszaleć z włosami przed imprezą. Zakręciłam na papilotach, suszyłam, lakierowałam..."przecież raz nic się nie stanie". I to jest prawda. Mam na tyle teraz zadbane włosy, że niewiele się z nimi stało jeśli patrzeć na to z boku. Ja oczywiście spanikowałam, bo zauważyłam niewielką różnicę i biegiem do łazienki, żeby jakoś włosy doprowadzić do ładu. Właściwie chciałam wynagrodzić im tą morderczą mieszankę lakierowo-suszarkową.

Wracając z imprezy jedynie "wyczesałam" włosy z lakieru i nie mając już na nic siły nałożyłam serum na końcówki. Rano wstałam, włosy były czyste, nabrały objętości (przez papiloty, na bank !) ale to było totalne siano. Chciałam zaraz lecieć je myć i odżywiać, ale stwierdziłam ,że poczekam do wieczora i dam im trochę odsapnąć od jakiejkolwiek chemii i jakiegokolwiek ruszania, dotykania jeszcze trochę, bo za dużo przeżyły jak na wcześniejsze ortodoksyjne miesiące bez żadnych suszarek czy produktów do stylizacji.

mój S.O.S
1. Rozczesałam dokładnie włosy (tak, lakier wciąż się jeszcze trzymał...) i nałożyłam olej. Trwało to krócej niż zwykle, bo tylko 3 godziny, ale nie chciałam katować ich olejkiem zmieszanym z resztkami lakieru i to wszystko pod czepkiem, ale wiedziałam, że olej może je uratować. I tutaj brawa dla mojej niezastąpionej oliwy z oliwek.

2. Rozmieszany w kubeczku szampon BD. Po umyciu włosów dalej miałam wrażenie ,że są jeszcze sztywne z lakieru.

3. Oczywiście na ratunek trzeba wezwać maski DIY. Wszyscy tak narzekają na tego banana...wystarczy go jedynie dobrze zmiksować (u mnie właściwie, dla czepialskich- zblendować). Wtedy naprawdę jeśli zostawi 1-2 grudki to jest cud. U mnie jest to jednolita masa, przyjemnie się nakłada- nie spływa i pachnie meeega bananowo. Cieszę się ,że zabija zapach żółtka. Ono też jest miksowane, dzięki czemu dobrze trzyma się na włosach. Skład mojej maski SOS :

przed blendowaniem całości
zero grudek, nic nie zostaje we włosach

a)żółtko- tylko jedno, zdecydowanie podstawa maski. Dobra baza i bomba proteinowa.

b)łyżeczka miodu- na blask i mięsistość. U mnie akurat rzepakowy.

c)2 łyżeczki soku z cytryny - tutaj uwaga. Cytryna 'zabija' proteiny. Więc im więcej jej użyjemy tym bardziej zwalcza dobroczynną moc żółtka. Ja bałam się przeproteinowania, więc jest jej aż tyle, żółtko w moim przypadku miało być jedynie dobrą bazą

d)pół banana- mam krótkie włosy, dla długowłosych polecam całego. oczywiście proporcje układam według długości włosów i tego czego akurat potrzebuję.

e) UWAGA UWAGA, mój absolutny hit ratujący moje włosy od jakiegoś czasu. Stosowałam go jakiś czas temu w kuracji porostowej.Przy permanentnym stosowaniu nieco wysusza włosy, jednak przy jednorazowych użyciach w awaryjnych sytuacjach sprawdza się niesamowicie dobrze. Włosy są mięciutkie, sprężyste i świetnie błyszczą. Chciałabym zaprezentować coś,czego w zasadzie na włosy chyba nikt nie nakłada.  Sos sojowy. Do maski dołożyłam małą łyżeczkę tego cuda. Czasem używam sosu sojowego jako dodatek do różnych płukanek.

  • sos fermentowany, wytwarzany z ziaren soi, prażonego ziarna ryżu lub pszenicy, wody i soli.(...)W Japonii produkuje się sześć odmian shōyu:
koikuchi shōyu, podstawowy sos sojowy z 50% ziarna soi i 50% ziarna zbóż;
usukuchi shōyu, jasny, słony sos o krótkim czasie dojrzewania;
tamari, ciemny sos ze 100% soi
saishikomi shōyu, dwa razy przetwarzany, esencjonalny
shiro shōyu, "biały", słodki z dużym udziałem ziarna zbóż;
kanro shōyu, produkowany w sposób tradycyjny sos zYanai"wikipedia.pl


  •  źródło pełnowartościowego białka i nienasyconych kwasów tłuszczowych,bogaty w błonnik oraz witaminy z grupy B.
  • Prawdziwy, naturalny japoński sos sojowy składa się z ziaren soi, pszenicy, soli, wody.




4. Po szalonej masce, trzymanej pół godziny w czepku pod turbanem, włosy są nieco klejące. Nakładam na moment odżywkę Garniera AiK (oczywiście u mnie bez szału, ostatecznie potwierdzam, że jakoś bardzo się nie lubimy). Odżywka była na głowie tylko chwilkę.

5. Płukanka - 2 łyżki octu jabłkowego na pół litra wody. Włosy oczywiście śmierdziały przeokrutnie, ale na szczęście tylko przez godzinę. Zapach szybko się ulotnił.

Taki miks sprawił, że moje włosy wrócił do normalności. A przynajmniej w moich oczach, podobno nie wyglądały aż tak źle. Musicie mi uwierzyć na słowo: były nieziemsko miękkie. Resztę macie tu :)



te końce przy fleszu jakoś dziwnie wyglądają

piękna moja piżamka sprana !


A wy jak ratujecie swoje włosy ? Pozdrawiam

niedziela, 27 kwietnia 2014

Niedziela dla Włosów czyli Zakręćmy się na wiosnę !


Cześć, 

wczoraj postanowiłam jakkolwiek odmienić moje włosy. Jest to w ramach NdW, ponieważ to właśnie wczoraj dostały dużą dawkę emocji- bo pielęgnacji akurat wczoraj najmniej : lakier, suszarka brrr.Pamiętam jak dobrze się czułam w drobniutkich, naturalnych loczkach. Postanowiłam dzisiaj wypróbować tą fryzurę na imprezę. Nie lubię zbytnio loków robionych lokówką (dużych, sztucznych z masą lakieru, każde równiutkie). Przy okazji nie chciałam za bardzo narażać moje włosy na wysoką temperaturę. Zdecydowałam się ostatecznie na papiloty. Mam ich od groma w domu, ostatnio również zakupiłam paczkę za zawrotną cenę 5 złotych. Sprawdzają się u mnie najlepiej, ale niestety przy ściąganiu trochę szarpią włosy.Na szczęście już się nauczyłam jak się nimi dokładnie posłużyć, żeby nie wyłysieć :)

1. Naolejowałam włosy o godzinie 9:00. Tak posiedziałam mniej-więcej 3 godziny. Wahałam się, czy to zrobić. Z jednej strony włosy będą miały mocną powłokę, która może zabezpieczyć włosy przed uszkodzeniami mechanicznymi ze strony papilotów oraz przez lakier. Z drugiej strony po olejowaniu mam bardzo śliskie, gładkie, błyszczące włosy. Brzmi fajnie ? Niestety papiloty mogą szybko zsuwać się z takich włosów, a same loczki nie zostaną na naszej głowie odpowiednio długo. Zdecydowałam się jednak na olejowanie, jednak krótsze niż zwykle (najczęściej śpię w czepku z olejem na głowie). Był to Babydream.

2. Umyłam rozmieszanym w miseczce szamponem BD

3. Odżywka Isana nawilżająca z moim dodatkiem gliceryny. Moim zdaniem nie nawilża aż tak dobrze, dlatego dodaje swoje nawilżacze :)

4. Stwierdziłam ,że pomoczę nogi w wodzie z solą i oliwą + mydliny, wiedziałam ,że muszę wytrzymać wiele godzin w szpilkach, czego moje nogi absolutnie nie znoszą.

5.Tutaj nałożyłam jeszcze maseczkę z glinki na twarz.
I dalej część mojego makijażu. Moje zdolności manualne są raczej beznadziejne, dlatego make up też jest nieco krzywy. I tak muszę przyznać, że całkiem się cieszę z efektu.
jakie mazy pod okiem, buu
 6. Włosy lekko podeschły (naturalnie) i na jeszcze minimalnie wilgotne włosy nałożyłam papiloty. Tak posiedziałam kolejne 3 godziny. Na sam koniec mając jeszcze papiloty na głowie zaczęłam je podsuszać suszarką. Zdjęłam papiloty i spryskałam lakierem. Na środku spięłam grzywkę spinką. Nie rozczesywałam ich po zdjęciu papilotów, ponieważ miałabym tylko urocze sianko, zamiast loków.

Tutaj już po ściągnięciu

loczki to to nie są, ale co zrobić z tak krótkich kudłów ! ;)
wybaczcie jakoś, dopiero na komputerze zauważyłam jak to wygląda

A tutaj po kilkugodzinnej imprezie (8 godzin około)

Nie wierzę, że chciało mi się jeszcze wrócić i strzelić sobie fotki ;) Jak widać na tak krótkich włosach bardzo ciężko jest uzyskać typowe loki. Raczej są to takie ich początki zmierzające ku falom, ale muszę przyznać ,że razem z całym stroje wyglądało to fajnie.

Jak Wasze przygody z kręceniem włosów ?Pozdrawiam

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Niedziela dla Włosów- Wielkanocne opóźnienia i szalone pomysły

Witajcie,

tak tak... dzisiaj znowu DIY. Ale naprawdę wolę odkrywać coś sto razy bardziej niż nakładać gotowe "niewiadomocotojest" :)Wpis totalnie opóźniony przez wczorajsze obżarstwo.

Postanowiłam dzisiaj zrobić sobie dzień "no schampoo". Właściwie to szampon był, ale domowej roboty. Zacznijmy od początku.

1. Olejowania jako takiego nie było,obawiałam się, że mój szampon diy nie poradzi sobie z ociekającymi olejem włosami. Postanowiłam nałożyć parę kropel na końcówki i grzywkę, która zawsze była niskoporowata przez regularne podcinanie. Jednak kiedy ją zapuszczam, podcinam ją niestety duuużo rzadziej. Jest też ,przy okazji, bardziej narażona na "zetknięcia z rzeczywistością" - dotykanie rękami, dym, właściwie wszystko. Dlatego też muszę o nią nieco bardziej zadbać niż inne partie. Dzisiejszej nocy dałam im trochę olejku Bielendy.


2. Pora na domowej roboty szampon. Kiedyś robiłam je już wcześniej, ale efekt był w zasadzie krótkotrwały. Umył, włosy wyglądały na zadowolone...ale tylko przez kilka godzin. Później oklapnęły, zaczęły się przetłuszczać i cóż, pozostały niezidentyfikowane gałązki bez życia. Zwyczajnie się na tym nie znałam. Nie wiedzieć czemu nie wpadłam na to,że w szamponie przecież musi być jakiś składnik myjący. Nie zastanawiałam się nad tym, teraz wiem ,że wystarczy dodać orzechy piorące lub mydlnicę lekarską, żeby nie martwić się o skutki uboczne mycia bez szamponu. Mój dzisiejszy przepis wygląda następująco :
1)łyżka glinki czarnej z dodatkiem kawy
2)łyżka mydlnicy lekarskiej
3)jedno żółtko
4)3/4 szklanki wody lub więcej
5) 2 łyżki soku z cytryny
Ja akurat stosuję tę glinkę ze srebrem

przed dodaniem glinki (najlepiej dać ją na końcu - papka tak szybko się nie zeschnie)






Po dodaniu składników do szklanki papkę musimy energicznie mieszać do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Nakładamy na włosy, myjemy,zostawiamy na chwilę i gotowe :) . Mam jednak dwa ostrzeżenia : najlepiej przygotowywać papkę zaraz przed jej użyciem- glinka szybko zasycha i mogą być problemy z rozprowadzeniem masy na włosach. Drugą rzeczą jest dosyć brudny prysznic/wanna po glinie. Jest do sprawa szybka do załatwienia, nic strasznego, ale zwróciła mi na to uwagę koleżanka, więc ostrzegam :)


3. Włosy po szamponie wydawały się być czyste, ale nieco sztywne i miałam wrażenie, że mogą wyglądać na matowe po wysuszeniu, więc zabrałam się za kolejny wymyślanie, tym razem co do maski. Tutaj akurat zbyt wiele nowości nie będzie :
1)łyżka miodu (akurat kupiłam ostatnio rzepakowy)
2)łyżka masła (w zasadzie nóż masła, ale nieco absurdalnie to brzmi :> )

3)kilka kropel soku z pomarańczy
4)kilka kropel gliceryny
5)Dolałam dodatkowo łyżkę przegotowanej wody, ponieważ papka była niesamowicie gęsta i lepka
tutaj już sok,gliceryna,woda miód.

papka już z wodą, dalej gęsta,ale już nieco mniej



Musze przyznać, że niedawno odkryłam "masłowanie" włosów (o ile coś takiego istnieje?) i już teraz mogę powiedzieć, że nigdy w życiu nie miałam tak miękkich włosów ! Polecam stuprocentowo.

po umyciu

4.Płukanka była już bez żadnych szalonych rewelacji. Najlepiej działa na mnie rumianek, więc i dzisiaj postanowiłam wykorzystać jego supermoce :) Dodałam trochę pokrzywy, ale chyba niewiele zmieniła.

5. Zabezpieczanie końcówek-na końcówki chyba najlepszy olej z YR. Muszę uważać z ilością, ponieważ łatwo można przetłuścić nim włosy. Z resztą jak każdym olejem na krótkich włosach, które końce są dosyć blisko nasady :)




Efekty :





                                                                                                                                                                  
Wy też macie takiego bzika na punkcie domowych masek/szamponów/odżywek ? :)
Pozdrawiam


sobota, 19 kwietnia 2014

Które produkty użytku codziennego przydają się w pielęgnacji ?

  Cześć :)

Dzisiaj chciałabym podać parę pomysłów zastosowań produktów znajdujących się w naszym otoczeniu, a które możemy użyć na nasze włosy od wewnątrz i zewnątrz :) Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że niektóre z nich znajdują się w naszej lodówce czy łazience. Sporo z nich ma masę różnych zastosowań. Osobiście nie spotkałam na blogach czy stronach niektórych z codziennych produktów, które ja używam na włosy. Pewnego razu po prostu zajrzałam do lodówki i zastanawiałam się co z tych rzeczy mogę nałożyć na włosy i jakie są tego konsekwencje. Tym efektem odkryłam parę ciekawych masek/odżywek. Jednak niektóre z nich są narprawde dobrze znane : miód, kawa, cytryna.

Zawszę robię próbę uczuleniową. Jest to konieczne przy tak intensywnych i częstych eksperymentach z DIY, które ja robię. Poniżej próba uczuleniowa na ręce, drugą robię zaraz pod linią włosów na karku.

jedna z ostatnich papek

Do papki powyżej dolałam łyżkę śmietany. Włosy są po niej bardziej mięsiste i błyszczące. Nie są przyklapnięte.

wszyscy ją znają i kochają, znaleziona w łazience. Jeszcze przed włosomaniactwem używana do masek.

kolejna znana rzecz, moja ulubiona kawa z Włoch, sypana do parzenia. Przyciemnia włosy i stymuluje skórę głowy, ma duży wpływ na krążenie

rozjaśnia włosy, są bardziej miękkie

do olejowania, ale też jako dodatek odżywek/masek. Oliwa z oliwek

Do laminowania żelatyną,

Zblendowana lub starta gruszka jako maseczka na twarz oraz na włosy. Nie daje wielkich efektów, podobne jak jabłko ,ale włosy wyglądają na bardziej błyszczące.

Żółtko to bomba proteinowa. Idealna do masek- ale o tym chyba wszyscy wiemy :)

Kolejna baza do masek, wygładza

Czosnek. Muszę przyznać, że za dużo z nim nie eksperymentowałam. Parę masek, które pobudzają wzrost włosów, stymulują cebulki. Opiszę go również w następnych DIY. Parę ząbków czosnku z oliwą kładziemy na skalp. Przed użyciem takie cudo musi postać 2-3 tygodnie w zamkniętym pojemniczku.



Zastępuje mi śmietankę do masek. Niewielka ilość świetnie wygładza włosy. Trzeba uważać z ilością, bywają problemy ze zmyciem. Czasem używam ją podczas kremowania włosów w proporcjach 1:1

Cebula - musi być baaardzo dobrze zblendowana, albo odsączona. Najbardziej przydatny jest z niej sok. Używam jej do płukanki i do masek. Więcej w następnych postach z DIY. Zapach nie utrzymuje się długo, zwłaszcza kiedy po użyciu domowej maski nałożymy zwykłą odżywkę (chemiczną-kupną)

niestety dłuuugo przeterminowana, znaleziona w łazience. Dziwne, bo ja jej nie kupiłam ! Może leży od poprzedniego właściciela ? ;p

Przez niektórych kochany przez resztę znienawidzony. A wystarczy go dobrze zblendować !

sok stosuję do płukanki. Robię również sok do wewnętrznego odżywiania w sokowirówce. Szklanka dziennie czyni cuda z cerą i włosami :)

sok stosuję do płukanki

stosuję go jako składnik masek owocowych. Więcej w następnych postach NdW serii DIY. Dodam tylko, że trzeba go dobrze zblendować !

mój nowy nabytek, muszę stwierdzić ,że jest bezkonkurencyjny w porównaniu z moim ostatnim

standardowo do masek, chociaż zdecydowanie bardziej preferuję korzeń, nie proszek

Sos sojowy. Został mi po dowozie sushi. Wahałam się niesamowicie przed użyciem go. Poczytałam trochę o składzie, sprawdziłam jakie są odmiany, wyróżniamy :
  1. "koikuchi shōyu – 50% ziarna soi i 50% ziarna zbóż,
  2. usukuchi shōyu – jasny, słony, krótszy czas dojrzewania,
  3. tamari – ciemny sos ze 100% soi,
  4. saishikomi shōyu – przetwarzany 2 razy, głównie do sushi,
  5. shiro shōyu – słodki, duży udział ziarna zbóż,
  6. kanro shōyu – tradycyjny produkowany w mieście Yanai.". https://ekoj.pl/wybieramy-dobry-sos-sojowy,70.htmlWiem, że sushi z którego zamawiam ma wszystko z najlepszego źródła, dlatego postanowiłam spróbować zrobić z nich płukankę do włosów. Napiszę o niej coś więcej w następnej NdW w serii DIY ! Dobrej jakości sos sojowy powinien składać się z wody,pszenicy, soli i soi. Uważajmy z ilością i częstotliwością. Przez zawartość soli płukanka może wysuszać co bardziej zniszczone i suche włosy.