niedziela, 13 kwietnia 2014

Niedziela dla Włosów- co ja mam z tymi DIY...

Cześć ,

Baner pochodzi ze strony anwen.pl

dzisiaj kolejna Niedziela dla Włosów :) Jak co tydzień staram się dać im trochę mniej chemii a więcej tego co mamy naturalnego. Dzisiejszego przepisu nie widziałam właściwie nigdzie wcześniej, pewnie dlatego ,że użyłam wszystkiego co miałam w lodówce. (No może prócz sałaty, ale dla niej też pewnie kiedyś znajdę zastosowanie ;p) Przy okazji kupiłam parę rzeczy i z bólem muszę stwierdzić ,że pianka do mycia Facelle ma ceną "na do widzenia" ,więc jeśli jeszcze ktoś nie próbował to jest ostatni dzwonek.

1. Standardowo OLEJOWANIE. W sobotę wieczorem nałożyłam pod czepek mieszankę oleju Yves Rocher z BD. Tak została do rana i dzisiaj zaraz pod prysznicem postanowiłam zmyć resztki oleju. Włosy wypiły chyba większość.
2. Miałam wątpliwości czy pianka Facelle zmyje olej, ale na szczęście poradziła sobie bardzo dobrze. Wcześniej jej do tego nie używałam, zwykle nie musiała nic zmywać i świetnie się sprawowała. Nie splątała moich włosów i były gładkie, zwykle nie musiałabym na nie nakładać odżywki ,ale z racji niedzieli chce im zapewnić doglębne odżywianie.

3. Nadszedł czas na MASKĘ DIY. Dodatkowo oprócz picia lnu postanowiłam dzisiaj użyć go do pielęgnacji włosów.

a) Zalany wrzątkiem len odstawiłam do wystygnięcia. Następnie odcedziłam i część bez glutka dałam do kubka.
b)3 kapsułki witaminy A+E wcisnełam do kubka
c)kilka kropel soku z limonki i kilka z cytryny
d)łyżka oleju rzepakowego
e) starłam na tarce maleńki fragment korzenia imbiru (na krążenie skóry głowy)
f) wlałam 3-4 łyżki piwa. Ja akurat użyłam Kasztelana, niepasteryzowanego. Dzień wcześniej trochę piwa przelałam do szklanki, żeby ulotnił się gaz oraz alkohol.
Założyłam maskę na 40 minut. Później postanowiłam nałożyć jeszcze odżywkę. Zapach maski był całkiem przyjemny. Niestety zabiłam go zapachem Isany. Lubię jak pachnie świeże pranie, ale używając tej wersji nawilżającej mam ochotę zwymiotować. nie jestem jakaś mega czuła na zapachy i wiele mogę znieść, ale z tą Isaną już nie mogę. Inna sprawa, że w połączeniu z gliceryną (moim zdaniem bez niej średnio nawilża) sprawdza się znakomicie. Na szczęście zapach znika po jakimś czasie.
6. Na koniec zabezpieczenie końcówek (znowu) serum arganowym z Joanny.
Oto efekty dzisiejszej niedzieli :


po reanimacji aparatu reszta zdjęć

jaki uliz ;p

zgubiłam moją szczotkę z dzika :< pocieszmy się plastikiem do następnych zakupów ;(


2 komentarze:

  1. Fajny blog, dodaję do obserwowanych + zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń

komentarz to opinia własna : negatywna lub pozytywna; pasuje mi każda, która nie jest prymitywna i niekulturalna :)